Nagrali, jak dokarmia szczury. Miała ich dziesiątki w mieszkaniu

Polska
Nagrali, jak dokarmia szczury. Miała ich dziesiątki w mieszkaniu
Interwencja
Wezwali sanepid do mieszkania sąsiadki

Małgorzata Ł. zgromadziła w swoim mieszkaniu kilkadziesiąt szczurów, które dokarmiała. Przerażeni sąsiedzi zgłaszali problem do urzędników, ale sprawa przyspieszyła dopiero po tym, jak zilustrowali skalę problemu. - Na filmie tych szczurów jest może z 50, ja widziałem cały "dywan", on się rozbiegł… - mówi jeden z mieszkańców. Materiał "Interwencji".

Codziennie rano i wieczorem robią obchód swojej posesji. Sprawdzają, czy znowu się pojawiły i czy nigdzie nie leżą ich truchła. Pani Anna i pan Krzysztof walczą z plagą szczurów… Mieszkają w dzielnicy willowej w Szczecinie. Mają własnościowe mieszkanie na pierwszym piętrze. Na parterze mieszka samotnie Małgorzata Ł. Bez prądu i ogrzewania.

 

- Bardzo często pod roślinami znajdowaliśmy pojemniki po mięsie, miseczki. Wcześniej żyliśmy w przekonaniu, że to jest woda dla ptaszków – opowiada pani Anna.

 

- Jest stres, żeby zostawić otwarte okno lub balkon, bo nie wiadomo, co tam wleci. Jeżeli zawieje z tej właśnie strony, to nie idzie wyjść do ogrodu. Po prostu śmierdzi – mówi inny sąsiad Małgorzaty Ł.

 

- Nie można zostawić otwartego balkonu. Nie wiem, czego mam się spodziewać, czy szczury wejdą mi do domu, czy nie wejdą. Zabezpieczamy się, jak możemy – dodaj kolejny.

Plaga gryzoni. Sąsiedzi zawiadomili sanepid

Zaniepokojeni sąsiedzi zawiadomili sanepid, ale ten po kontroli nie stwierdził niczego niepokojącego.

 

- Przeprowadzenie kontroli zgłoszeń interwencyjnych w zakresie obecności gryzoni jest bardzo trudne, ponieważ bardzo trudno jest zobaczyć bytujące gryzonie – mówi Agnieszka Potocka z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecinie.

 

Reporterka: Ale tam ich było kilkadziesiąt.

Agnieszka Potocka: Ale mówimy o zgłoszeniu z 2025 roku, wcześniejsze zgłoszenia z 2024 roku nie potwierdziły obecności gryzoni. Teraz mieliśmy więcej materiału dowodowego, został nam przesłany filmik.

 

Przez przypadek panu Krzysztofowi udało się nagrać to, co dzieje się w mieszkaniu sąsiadki na parterze. Ten film szokuje. Sąsiadka w mieszkaniu dokarmiała dzikie szczury. Dziesiątki.

 

ZOBACZ: "Interwencja". Regularnie odprowadzał składki. Po wypadku został bez niczego

 

- Na filmie tych szczurów jest może z 50, ja widziałem cały "dywan", on się rozbiegł… - opowiada pan Krzysztof.

 

- Pierwszy raz w życiu widziałem taką sytuację, że ktoś w mieszkaniu dokarmia szczury parówkami pokrojonymi i stawia miseczki z mlekiem. Mieszka razem z tymi szczurami i funkcjonuje – zaznacza jeden z sąsiadów.

 

- Ona nie chce współpracować, doprowadziła do tej sytuacji, więc nie można od takiej osoby oczekiwać, że ona rozwiąże ten problem. Liczyliśmy, że sanepid podejmie działania, że nie będzie takiej zwłoki – dodaje inna mieszkanka.

 

Od pani Aleksandry, która jest daleką krewną Małgorzaty Ł., reporterzy "Interwencji" słyszą, że kobieta "nie pracowała, nie studiowała, nie jest w stanie zatroszczyć się o swoje własne potrzeby, czego ostatecznym świadectwem są szczury".

 

- To, że w domu nie ma prądu, nie ma łóżka, ale jest stado dzikich szczurów, wśród których ona czuje się dobrze, bo to jest jej społeczeństwo, to świadczy o tym, że ona jest chora i wymaga pomocy. Nie utrzymujemy kontaktu. Gdy mnie zobaczyła, zaczęła krzyczeć – dodaje pani Aleksandra.

 

Reportaż wideo "Interwencji" można obejrzeć tutaj.

"Nie zgadza na przyjęcie żadnej formy pomocy"

Dopiero po publikacji filmu w internecie zadziałał sanepid i pomoc społeczna. Została nakazana deratyzacja.

 

- Pani się nie zgadza na przyjęcie żadnej formy pomocy. Byliśmy zaskoczeni, że zgodziła się na sfinansowanie tej deratyzacji. Być może będziemy w stanie przekonać ją do przyjęcia innej formy pomocy. Dla nas ostatecznością jest skierowanie do sądu o wgląd w sytuację rodziny. Wtedy sąd wyda decyzję, czy wbrew woli takiej osoby można udzielić wsparcia – mówi Maciej Homis, rzecznik miasta Szczecina ds. pomocy społecznej.

 

Deratyzacja może potrwać tygodniami i musi odbyć się w całym budynku. Na filmie nagranym po pierwszej deratyzacji widać szczura za oknem mieszkania sąsiadki… 

 

ZOBACZ: "Interwencja": Trafili z mieszkań do "kołchozu". Ponieważ kolej buduje tunel

 

- Drugie gniazdo może być pod schodami wejściowymi i w piwnicy. Panowie powiedzieli, że szczury wyczuwają swój zapach. I szczur jest w stanie wyczuć swój zapach nawet po pół roku i to, że one będą wracać, to jest normalne dla nich, bo one wiedzą, że było tu ich gniazdo – opowiada pani Anna.

 

- Jak odpowiadała na pytania panów z sanepidu, czy się nie boi tych dzikich szczurów, to ona powiedziała, że nie, że ona się boi sąsiadów, jak na nią przez okno patrzą. Czuję się odpowiedzialna za tę sprawę i nie chcę jej zamiatać pod dywan. Trzeba reagować, zanim ona sobie czegoś nie zrobi lub nie zrobi czegoś sąsiadom – mówi pani Aleksandra, krewna Małgorzaty Ł.

Małgorzata Ł.: Szczury są tam, gdzie człowiek

Reporterzy "Interwencji" kilkakrotnie próbowali skontaktować się z właścicielką mieszkania. Kobieta nie otwierała drzwi, w domu pojawia się tylko późnym wieczorem i wychodzi w nocy.

 

- Ja nie udzielam wywiadów. Szczury weszły, bo przegryzły się przez ościeżnicę drzwi i przez elewację. Wy robicie z tego nie wiadomo co. Szczury są tam, gdzie człowiek. Nie komentuję sprawy – usłyszeli od Małgorzaty Ł.

 

- To się nigdy nie skończy, jeżeli pani nie otrzyma pomocy – podsumowuje pani Anna.

Aneta Krajewska / "Interwencja"
Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Przeczytaj koniecznie