Donald Trump wymierzył cła w bezludne wyspy. Mieszkają tam tylko pingwiny

Cła Donalda Trumpa nie ominęły małych wysp, takich jak Heard i McDonald. Jak się okazało, Biały Dom nałożył 10-procentowe taryfy celne na miejsca niezamieszkałe przez ludzi, a przez dużą populację pingwinów. Obostrzenia dotknęły również afrykańskie królestwo Lesotho, o którym zdaniem prezydenta "nikt nigdy nie słyszał".
Jak się okazało, cła Donalda Trumpa objęły również nietypowe lokalizacje. Na celowniku amerykańskiego prezydenta znalazły się między innymi wyspy Heard i McDonalda, które objęto 10-procentowymi taryfami.
- Nie jestem do końca pewien, czy wyspa Norfolk jest konkurentem w handlu z gigantyczną gospodarką Stanów Zjednoczonych, ale to tylko pokazuje i ilustruje fakt, że nigdzie na świecie nie jest to wykluczone - przekazał "Politico" premier Australii Anthony Albanese.
Donald Trump uderza w małe wyspy. Na jednej mieszkają tylko pingwiny
Zdaniem administracji Donalda Trumpa nałożenie obostrzeń na małe wyspy jest związane z tym, że należą one do terytorium Australii. Z kolei jak zaznaczyło "Politico", nikt na wyspach Heard i McDonald "nie odczuje skutków", ze względu na to, że są one niezamieszkałe przez ludzi. Obarczona cłami będzie jedynie duża populacja pingwinów.
ZOBACZ: Media alarmują po decyzji Trumpa. "Ameryka nie jest już przyjacielem"
Oprócz tego cła naniesiono także na dwie kolejne, niewielkie wyspy Norfolk na Południowym Pacyfiku i Jan Mayen na Oceanie Arktycznym, którą obecnie zamieszkuje 18 osób tymczasowo pracujących dla norweskich służb wojskowych i meteoroligcznych.
Taryfy celne objęły również prowincję Svalbard, która jest zamieszkała przez niecałe 3 tys. osób. Podobny los spotkał wyspę Tokelau w pobliżu Nowej Zelandii, na której znajduje się mniej niż 2 tys. osób.
Cła w wysokości 50 proc. narzucono przy tym na afrykańskie królestwo Lesotho, o którym według Donalda Trumpa "nikt nigdy nie słyszał". Powodem obostrzeń jest to, że jego władze same postanowiły narzucić 99-procentowe taryfy celne na USA.
Czytaj więcej