"USA likwidują porządek po zimnej wojnie". Ekspert krytykuje decyzję Trumpa

- Stany Zjednoczone likwidują porządek, który został wprowadzony po końcu zimnej wojny - ocenił prof. Tomasz Michalski komentując cła wprowadzone przez Donalda Trumpa. - Będziemy mieć wojnę handlową oraz recesję na poziomie światowym - dodał. Dr Piotr Arak stwierdził natomiast, że decyzja Trumpa odbije się nie tylko na wzroście inflacji w USA, ale również spowoduje spadek PKB w Polsce.
Prezydent USA Donald Trump podpisał w środę rozporządzenie nakładające "cła wzajemne" na towary importowane z zagranicy. Wyliczone przez zespół amerykańskiego przywódcy stawki mają stanowić połowę zsumowanych ceł i pozacelnych barier handlowych stosowanych przez inne kraje.
Oznacza to, że wysokimi cłami objęte zostaną produkty z niemal wszystkich największych partnerów handlowych Ameryki. W przypadku Unii Europejskiej będzie to 20 proc., Chin - 34 proc., Japonii - 24 proc., Indii - 26 proc., Korei Płd. - 25 proc. W przypadku Chin stawka ta zostanie dodana do ogłoszonych wcześniej 20 proc. ceł, tj. będzie wynosić 54 proc.
Donald Trump ogłasza nowe cła. "Będziemy mieć recesję na poziomie światowym"
Decyzję amerykańskiego prezydenta komentował w programie "Dzień na świecie" w Polsat News prof. Tomasz Michalski z paryskiej Wyższej Szkoły Handlowej.
- Stany Zjednoczone likwidują porządek, który został wprowadzony po końcu zimnej wojny - ocenił. Według niego ruch Donalda Trumpa oznacza de facto również wyjście USA ze Światowej Organizacji Handlu.
ZOBACZ: Trump ogłosił wzajemne cła. "Deklaracja ekonomicznej niepodległości"
- Widzimy więc koniec ery ostatnich 30 lat, będziemy mieć wojnę handlową oraz recesję na poziomie światowym - stwierdził.
Według niego, mimo zapowiedzi Trumpa, że wprowadzenie ceł spowoduje ożywienie amerykańskiej gospodarki i obniżenie cen wielu towarów, najbardziej odczują to właśnie Stany Zjednoczone. - Ale możemy się spodziewać, że uderzy to również w Europę, Japonię, Chiny, ale też kraje, które są bardzo dobrze zintegrowane z całym światem czyli: Indonezja, Malezja, Wietnam, Indie - powiedział.
- Jesteśmy w nowej rzeczywistości, do której trzeba się przyzwyczaić. Zobaczymy kiedy ta wojna handlowa, która się właśnie się zaczyna, się skończy. Być może szybko, a być może będzie trwała kilka lat i trzeba będzie stworzyć nowy porządek światowy, który dosyć długo służył Amerykanom - dodał.
Kanada i Meksyk bez dodatkowych ceł. Ekspert wyjaśnia
Prof. Tomasz Michalski ocenił, że "jeżeli te cła się utrzymają, to znaczną część rzeczy trzeba będzie produkować w USA". Ale w Stanach Zjednoczonych nie ma tak dużo wykwalifikowanych robotników, nie ma łańcuchów produkcji - przypomniał.
Zwrócił równocześnie uwagę, że dodatkowych ceł unikną Meksyk i Kanada. Jak wyjaśnił stało się tak dlatego, ponieważ jeśli USA chcą odbudować swój przemysł, potrzebują komponentów, które są produkowane właśnie w tych krajach.
- Reindustrializacja za pomocą tych ceł, nie jest to coś, co wydaje się, że jest możliwe. (...) Jest powód, dla którego różnego rodzaju produkcje są robione w krajach o niskich kosztach pracy - stwierdził.
ZOBACZ: Unia Europejska reaguje na ruch Donalda Trumpa. "Kończymy odpowiedź"
Pytany, jak zapowiedzi Trumpa mogą wpłynąć na przeciętną rodzinę w Europie powiedział, że uderzy to w wiele krajów, zwłaszcza "te bardziej otwarte" takie jak: Irlandia, Holandia, Belgia, Niemcy.
- Jeśli chodzi o Polskę to my oberwiemy rykoszetem, bo mamy bardzo niewielki eksport do Stanów Zjednoczonych - powiedział.
- Nie ulega jednak wątpliwości, że jako Europa na pewno będziemy musieli na to odpowiedzieć - podkreślił.
"To jest ogromne ryzyko inflacyjne dla Stanów Zjednoczonych"
Na temat ceł wprowadzonych przez Donalda Trumpa wypowiedział się również dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku Według niego nałożenie ceł w teorii może pomóc zmniejszyć deficyt handlowy miedzy USA a resztą świata.
- Jednak konsekwencje obecnych działań prezydenta USA prędzej mogą wywołać recesję zarówno w Stanach jak i w Europie, spowodować zmniejszenie globalnego PKB o ok. 1,5 proc. w ciągu najbliższych dwóch lat oraz zantagonizować wszystkich partnerów handlowych USA, którzy będą musieli odpowiedzieć na wysokie cła np. podatkiem cyfrowym na firmy technologiczne, czy wprowadzając cła na inne amerykańskie produkty - powiedział w Polsat News.
ZOBACZ: Światowe mocarstwo reaguje na cła. "Wojna handlowa nie ma zwycięzców"
- Amerykańscy konsumenci mogą spodziewać się, że nawet podstawowe produkty kupowane przez nich będą droższe. Już od 5 kwietnia, czyli od momentu, kiedy te cła wejdą w życie, wszystkie produkty oferowane na amerykańskim rynku będą droższe - ocenił.
- To jest ogromne ryzyko inflacyjne dla Stanów Zjednoczonych - dodał.
- Amerykanie zapłacą więcej, my mniej sprzedamy, wiec ogólnie nikt nie będzie z tego zadowolony, oprócz Białego Domu - podkreślił.
Ekspert: Decyzja Trumpa odbije się na polskim PKB
Pytany o to, jak to wpłynie na Polskę powiedział, że my przede wszystkim "będziemy to odczuwać pośrednio przez sprzedaż niemieckiej motoryzacji na amerykański rynek".
- My bezpośrednio eksportujemy do USA maszyny, trochę motoryzacji i trochę tekstyliów, więc ten rynek nie jest dla nas aż tak istotny - zaznaczył.
- Ale jeśli Niemcy nie będą sprzedawać sowich produktów motoryzacyjnych za ocen, bo te ich samochody będą przynajmniej 20 proc. droższe niż obecnie, to spowoduje spadek PKB w Polsce - powiedział.
ZOBACZ: Donald Trump wprowadził cła. Jest reakcja premiera Tuska
Jak dodał, z wyliczeń ekspertów wynika, że może to być 0,4 proc. PKB.
- Oznacza to, że poprawiająca się koniunktura gospodarcza w Polsce może zostać przykryta efektem ograniczenia eksportu. Wszystko to co, dzieje się pozytywnego w naszej gospodarcze może zostać ograniczone przez efekt wojny handlowej - stwierdził.
- Nadal będziemy się rozwijać, ale sektor eksportowy będzie ciągnął nas w dół - podsumował.
Czytaj więcej