Polscy turyści łamią przepisy. Grożą im surowe kary

Przeskakują przez ogrodzenia, aby dostać się na popularne szlaki, zamknięte po zeszłorocznych pożarach - tak zachowują się nieodpowiedzialni turyści na Maderze, w tym także Polacy. Lekceważenie przepisów jest coraz powszechniejsze, a kary za złamanie zakazów - surowe. Obciążenia mogą sięgać ponad tysiąca euro.
Maderskie służby podkreślają, że łamiący zakazy urlopowicze narażają się nie tylko na kary finansowe, ale również ryzykują zdrowiem i życiem - podaje regionalna telewizja RTP Madeira.
W sytuacji uruchomienia akcji ratunkowej to właśnie winowajcy są obciążani kosztami działań ratowników, a te nie są niskie. Na tym portugalskim archipelagu trwająca godzinę akcja ratownicza przy użyciu śmigłowca kosztuje średnio ponad 1,2 tys. euro.
Madera, Portugalia. Turyści łamią zakazy. To głównie cudzoziemcy
Jednym z miejsc, na które pomimo zakazów przedostają się turyści, jest Vereda do Pico do Areeiro, czyli szlak prowadzący na usytuowany w centrum wyspy szczyt Areeiro. Na ujawnionych przez regionalną telewizję nagraniach oraz filmach opublikowanych w internecie słychać, że wśród nieposłusznych turystów są głównie cudzoziemcy, w tym Polacy.
ZOBACZ: Eksplozja łodzi u wybrzeży Tajlandii. Na pokładzie byli Rosjanie
Na szlaku w czwartek zginął niemiecki turysta, który spadł w ponad 200-metrową przepaść. Według świadków wypadku na krótko przed tragedią wczasowicz robił sobie zdjęcie na stromym zboczu.
Ratownicy pomogli turystce z Polski
Tego samego dnia ratownicy zostali skierowani na szlak Ponta de Sao Lourenco, na wschodzie Madery, aby udzielić pomocy zranionej w nogę polskiej turystce. Regionalne władze nie sprecyzowały czy wypadek nastąpił z winy wczasowiczki.
Od stycznia na Maderze obowiązują kary za uruchomienie akcji ratowniczej, która została podjęta na skutek winy turysty. Stanowią one równowartość kosztów organizacji akcji ratowniczej, w tym m.in. wynajęcia śmigłowca do poszukiwań i kosztów pracy pilotów oraz ratowników.
Czytaj więcej