"Takie rzeczy widać tylko na filmach". Świadek o wybuchu w Szczyrku
- To runęło od razu. Uderzenie było tak mocne, że nawet nie wiem do czego to porównać. Kolega mieszka dwa km dalej i pytał, co mogło się stać. Był dom i nie ma domu, i to dużego. To nie był ogień jak ognisko, jak płonie drewno. To był duży płomień pod ciśnieniem, jak płonie dezodorant. Takie rzeczy widać tylko na filmach - powiedział Polsat News Michał Męcik, świadek środowego wybuchu w Szczyrku.
- Odwiedziłem kolegę, byliśmy w garażu, rozmawialiśmy i nagle eksplozja. Odrzuciło mnie na kolegę. Zastanawialiśmy się, co to mogło być. Kolega mówi, że burza śnieżna idzie, ale to było za mocne - opowiadał Męcik w rozmowie z reporterem Polsat News Łukaszem Dubaniewiczem.
- Wyszedłem przed garaż. Myśleliśmy, że może to eksplozja samochodu. Ta fala uderzeniowa spowodowała, że zatrząsł się garaż. Na zewnątrz była cisza, jakby wszyscy ludzie się pochowali - dodał.
ZOBACZ: Policja rozmawiała z pracownikami wykonującymi przewiert w Szczyrku. Widzieli wybuch
Jak relacjonował, niedaleko przy głównej ulicy są delikatesy, z których po wybuchu wyszły ekspedientki.
- Powiedziały, że widziały dużą, jasną łunę. Poszliśmy tam i zobaczyliśmy już zgliszcza i płomienie wysokie na 10 metrów, dym. Wiedzieliśmy, co się stało. Tam stał duży budynek, a zostały tylko pozostałości dachu i wielkie płomienie - mówił świadek.
"Służby zareagowały bardzo szybko"
Pytany, czy w okolicy odbywały się jakieś prace budowlane, odpowiedział: "niewątpliwie".
- Przy głównej drodze stały duże drewniane szpule owinięte kablem. Były też duże samochody, jeden miał przymocowany nawiert - opowiadał. Zaznaczył jednak, że kiedy z kolegą dotarli na miejsce zdarzenia, nie widział żadnych pracowników.
- Służby bardzo szybko zareagowały. Pierwszy wóz strażacki przyjechał przy nas i od razu zaczął gasić zgliszcza - mówił Męcik.
WIDEO: zobacz rozmowę ze świadkiem wybuchu w Szczyrku
ZOBACZ: Słowa otuchy dla rodziny i bliskich ofiar ze Szczyrku płyną z całej Polski
- To niewyobrażalna tragedia, nie do opisania. To wielka żałoba w Szczyrku. Tu wszyscy się znają. Tragedia. Nie ma słów, żeby opisać żal, jaki jest w naszych sercach - podkreślił.
W środę wieczorem w wyniku wybuchu gazu zawalił się trzypiętrowy dom w Szczyrku, w którym mieszkało dziewięć osób. Ośmioro mieszkańców, w tym czworo dzieci, zginęło. Prawdopodobną przyczyną eksplozji było uszkodzenie rury gazociągu nieopodal domu przez firmę wykonującą roboty.
Modlitwa za zmarłych
Kilkaset osób zgromadziła w czwartek wieczorna msza w kościele św. Piotra i Pawła w Szczyrku. Mieszkańcy modlili się w intencji ofiar środowego wybuchu, a także za bliskich zmarłych i za ratowników.
Proboszcz parafii ks. Andrzej Loranc zaznaczył, że 4 grudnia 2019 r. zapisze się w Szczyrku jako dzień wielkiej tragedii. Ocenił jednak, że następujące po nim noc i dzień będą zapamiętane jako czas wielkiej solidarności i pomocy.
- Przychodzimy, aby na tej eucharystii ofiarować Panu Bogu intencje ofiar tragedii, które zginęły, ich rodzin, tych wszystkich, którzy zostali poszkodowani. Ale chcemy także modlić się za tych wszystkich, którzy przyszli z pomocą: służbom mundurowym, wolontariuszom - wielu osobom, które niosły pomoc i na pewno tę pomoc poniosą jeszcze dalej, jeśli ona będzie potrzebna - mówił ks. Loranc.
Pamięć ofiar środowej katastrofy uczczono w czasie mszy długą chwilą ciszy.
Żałoba niezależnie od apeli
Mieszkańcy Szczyrku już w czwartek rano w rozmowach z dziennikarzami zwracali uwagę, że w liczącym 5,6 tys. mieszkańców mieście, w którym – jak mówili - wszyscy się znają, żałoba zapadła niezależnie od apeli o uczczenie ofiar. Rodzina, która zginęła, była znana w lokalnej społeczności, a także w świecie sportów zimowych.
- Tutaj wszyscy się znają, to już nie będzie ten sam Szczyrk - powiedział Polsat News Michał Męcik.
Czytaj więcej