W Wenecji zawyły syreny alarmowe. Spełnił się najczarniejszy scenariusz
70 procent obszaru historycznego centrum Wenecji znalazło się w piątek pod wodą, gdy fala przypływu osiągnęła przed południem wysoki poziom 154 centymetrów. Woda powoduje kolejne szkody po katastrofalnej powodzi, do jakiej doszło we wtorek.
Około godziny 11:30 woda podniosła się do poziomu 154 cm, po czym zaczęła powoli opadać. Przed nadejściem fali rozległy się syreny alarmowe.
Całkowicie zalany jest plac świętego Marka, który został rano zamknięty w ramach działań prewencyjnych. ZOBACZ: Powódź w Wenecji: zamknięto Plac Świętego Marka
Wiatr i ulewne deszcze
Po tym, gdy w nocy z czwartku na piątek poziom tzw. acqua alta wyniósł około metra, przed południem ma wzrosnąć o dalsze 50 centymetrów. Przyczyną tego zjawisko będzie między innymi silny wiatr scirocco, któremu przez kilka dni mają towarzyszyć ulewne deszcze.
PRZECZYTAJ: Stan kryzysowy w Wenecji. Szkody wyceniono na setki milionów euro
Życie w mieście jest sparaliżowane kolejny dzień z rzędu. Wstrzymano ruch wszystkich tramwajów wodnych, czyli podstawowego środka transportu dla mieszkańców i turystów. Zamknięte są szkoły. Niektóre rejony centrum niemal opustoszały.
Rząd Włoch wprowadził w Wenecji w czwartek stan kryzysowy.
W dniach usuwania szkód po żywiole wenecjanie zmagają się z trudnościami codziennego życia; zamkniętych jest wiele zalanych sklepów, są problemy z dostawami niektórych artykułów żywnościowych. Kolejny dzień z rzędu zamknięte będą wszystkie szkoły.
Dziennik "Corriere della Sera" przytacza w piątek opinie ekspertów, którzy podkreślają, że największym wrogiem architektonicznego dziedzictwa Wenecji jest znacznie bardziej słona tym razem niż zwykle wdzierająca się do miasta woda morska, która może spowodować gigantyczne szkody, niszcząc przede wszystkim wielowiekowe marmury zarówno w bazylice św. Marka, jak i w wielu zabytkach.
Miasto dla mieszkańców, nie dla turystów
Rekordowo wysoka zawartość soli w wodzie, w której zanurzone są fundamenty, kolumny, balustrady, posągi i inne fragmenty architektury może okazać się straszliwym zagrożeniem dla nich i spowodować, że "postarzeją się w błyskawicznym tempie" - twierdzą konserwatorzy zabytków i historycy sztuki.
Patriaracha Wenecji, arcybiskup Francesco Moraglia powiedział Radiu Watykańskiemu, że nie może być ona tylko "miastem dla turystów", ale przede wszystkim powinna być miastem dla jego mieszkańców.
- Musimy przemyśleć sprawę turystyki. Nie chcemy nikogo wykluczać i zamykać przed kimkolwiek bram miasta. Jednak 28 milionów turystów rocznie na tym delikatnym i kruchym obszarze to za wiele - dodał metropolita.
Obecna powódź nie zatrzymała masowego napływu turystów do Wenecji.
Czytaj więcej