Próbował przelecieć nad La Manche na flyboardzie. Spadł do wody
Franky Zapata, nazywany "latającym człowiekiem", nie przeleciał w czwartek nad kanałem La Manche na flyboardzie; po kilkunastu minutach lotu spadł do morza podczas próby zatankowania.
Zapata wystartował z plaży w gminie Sangatte w północno-wschodniej Francji; flyboard leciał początkowo z szybkością 140 km na godzinę, od 15 do 20 metrów nad powierzchnią morza.
Mistrz świata w pływaniu na skuterach wodnych Franky Zapata chciał po 110 latach powtórzyć wyczyn Louisa Bleriota, który jako pierwszy w historii przeleciał kanał La Manche - samolotem jednopłatowym.
Aby tego dokonać, konieczne było tankowanie flyboarda w locie, czego dotychczas nie praktykowano.
Wynaleziony przez Zapatę flyboard, to fruwająca platforma pozwalająca na wykonywanie akrobacji w powietrzu i w wodzie. Może osiągać prędkość do 190 km na godzinę; po jednym tankowaniu lata około 10 minut.
Negatywna opinia
Francuska prefektura morska dla kanału La Manche i Morza Północnego wydała "nieprzychylną opinię" wobec planów Zapaty.
Agencja, powołując się na źródła w prefekturze, podkreśla, że opinia taka nie jest zakazem. "Przekazaliśmy mu list, w którym wydaliśmy nieprzychylną opinię na temat jego planów" - powiedział rozmówca AFP. "Wiemy, że ze strony DGAC (Generalnej Dyrekcji Lotnictwa Cywilnego) dostał pozwolenia" - dodano.
"Niezwykle niebezpieczny obszar"
Przedstawiciel prefektury poinformował ponadto, że opinia jest negatywna ze względu na "zagrożenia w tej strefie".
- To niezwykle niebezpieczny obszar, nie byliśmy pewni, czy może przelecieć nad kontenerowcami - wyjaśnił rozmówca AFP, wskazując na duży ruch statków w Cieśninie Kaletańskiej. Dodał, że Zapatę poproszono, by w razie decyzji o przeprawie nad La Manche uprzedził ośrodek monitorowania i ratownictwa CROSS, by służby mogły go śledzić i odpowiednio zareagować w przypadku zagrożenia.
Zapata wzbudził zaciekawienie na całym świecie, gdy przed kilkoma dniami jako "latający żołnierz" frunął na flyboardzie nad Paryżem podczas defilady wojskowej zorganizowanej 14 lipca z okazji francuskiego święta narodowego.
"Dziwię się, że go nie wyłowili, wysuszyli i nie poleciał dalej"
Próbę przelotu nad kanałem La Manche komentował w Polsat News wielokrotny mistrz świata w szybownictwie Sebastian Kawa. - Mam nadzieję, że szybko będzie następna próba. To nie było łatwe - podkreślił.
- Można się spodziewać, że wiele różnych elementów poszło źle. Taki silnik jest wrażliwy na temperaturę. Zapata planował lot o 6 rano, więc liczył, że dalej poleci. Drugą rzeczą jest silny wiatr, który mógł powodować duże turbulencje w czasie lądowania i kiedy zabrakło paliwa, mógł zdecydować się na wodowanie, żeby nie skończyło się to dla niego jakimiś obrażeniami - tłumaczył Kawa.
- Myślę, że ta próba skończyła się dla niego szczęśliwie. Dziwię się, że go nie wyłowili, wysuszyli i nie poleciał dalej - stwierdził.
Czytaj więcej