Tureckie lotnictwo rozpoczęło operację w Syrii. "Atakujemy cele z ziemi i z powietrza"
Tureckie lotnictwo zaatakowało w Syrii 108 celów bojowników kurdyjskich - poinformowały w sobotę siły zbrojne Turcji kilka godzin po rozpoczęciu operacji przeciwko wspieranym przez USA milicjom kurdyjskim w rejonie Afrinu w syryjskiej prowincji Aleppo. - Siły zbrojne atakują cele w Syrii z ziemi i z powietrza - oświadczył szef dyplomacji Turcji Mevlut Cavusoglu.
Siły tureckie wydały oświadczenie z informacją, że ofensywa, której nadano kryptonim "Gałązka oliwna", ma na celu ochronę granic Turcji, "zneutralizowanie" kurdyjskich bojowników w enklawie Afrin i uwolnienie tamtejszej ludności od "ucisku i opresji".
Szef MSZ zapewniał, że celem ataków są tylko "terroryści". Powiedział, że Turcja poinformowała "strony zaangażowane w Syrii" o rozwoju sytuacji w rejonie Afrinu. Dodał, że Ankara oczekuje, iż jej sojusznicy nie staną po stronie organizacji terrorystycznych.
W wywiadzie telefonicznym dla stacji telewizyjnej NTV Cavusoglu poinformował też, że Turcja wysłała pisemne oświadczenie do rządu syryjskiego w sprawie ofensywy w Afrinie.
Nowy front w syryjskiej wojnie domowej
Przedstawiciele władz tureckich oświadczyli, że wspierane przez Ankarę siły opozycji syryjskiej - Wolna Armia Syryjska - wchodzą do tej enklawy. Od kilku dni wojska tureckie prowadzą z granicy ostrzał artyleryjski Afrinu.
Reuters podkreśla, że bezpośrednia operacja wojskowa przeciwko kurdyjskim milicjom otwiera nowy front w syryjskiej wojnie domowej; to konfrontacja Turcji z Kurdami sprzymierzonymi ze Stanami Zjednoczonymi w czasie, kiedy relacje Ankary z Waszyngtonem są bliskie załamania.
Afrin kontrolują kurdyjskie milicje - Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG). Znajduje się tam również siedziba Partii Unii Demokratycznej (PYD), będącej głównym ugrupowaniem politycznym syryjskich Kurdów i ekspozyturą polityczną YPG.
Władze tureckie postrzegają YPG jako syryjskie ramię Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), która zarówno przez Turcję, jak i USA uważana jest za ugrupowanie terrorystyczne; jednak YPG kieruje arabsko-kurdyjską koalicją o nazwie Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), która była jak dotąd głównym sojusznikiem koalicji pod wodzą USA w wojnie z dżihadystami z Państwa Islamskiego w Syrii.
Operacja "zostanie uznana za akt agresji"
Zapowiadając ofensywę na Afrin Ankara podkreślała, że chodzi o wyeliminowanie zagrożenia ze strony organizacji i ugrupowań, które - jak twierdzi strona turecka - są przedłużeniem kurdyjskich rebeliantów działających w Turcji.
Departament Stanu USA krytycznie odniósł się w tym tygodniu do doniesień o tureckim ostrzale artyleryjskim Afrinu. "Nie uważamy, by operacja zbrojna miała służyć regionalnej stabilności, stabilności Syrii czy złagodzić obawy Turcji o bezpieczeństwo jej granicy" - powiedział w piątek dziennikarzom wysoki rangą przedstawiciel amerykańskiego resortu dyplomacji, cytowany przez Associated Press.
Władze Syrii ostrzegły w czwartek, iż operacja wojsk tureckich w regionie Afrin zostanie uznana za akt agresji. Reżim Baszara el-Asada oświadczył, że tureckie samoloty przeprowadzające ataki na terytorium Syrii będą zestrzeliwane.
"To akt agresji"
Turecka operacja zbrojna w regionie Afrin zostanie uznana za "akt agresji" i "pogwałcenie prawa międzynarodowego" - napisał w oświadczeniu wiceminister spraw zagranicznych Syrii Fajsal Mekdad. Dyplomata poinformował, że Damaszek "całkowicie odrzuca" obecność jakichkolwiek sił tureckich w Syrii. Operacja zbrojna skomplikuje rolę Ankary w dyplomatycznych wysiłkach i "zrówna ją z grupami terrorystycznymi" - dodał.
"Damaszek zdecydowanie potępia tę brutalną agresję turecką w Afrinie, który jest nieodłączną częścią ziemi syryjskiej" - cytują państwowe media syryjskie źródło w tamtejszym MSZ.
PAP
Czytaj więcej
Komentarze